Plenny — pełny obraz
Strona uzupełnia Sześć krain Strzępu, Fundament świata i Mapę, która się przepisuje. Plenny jest regionem zerowym Walkera — miastem, w którym się rodzi, dorasta, dziedziczy obrączkę Cechu i odbiera pierwsze zlecenie (Quest 001). Jest również najgęstszą biurokratycznie krainą kontynentu i jedynym miejscem, w którym wszystkie cztery wielkie biura siedzą w odległości spaceru. Piąta frakcja — Dziki Trakt — nie ma tu siedziby; ma rzecznika, niejakiego Pana Korytarza, którego nikt nigdy nie widział, ale który podpisuje korespondencję.
Krótki opis
Plenny otwiera dzień o szóstej. Karczmarz „Pod Drugim Wejściem” odsuwa zasuwkę pierwszego — niezbudowanego — wejścia symbolicznie, palcem, bo zasuwki nie ma, i wpuszcza pierwszą turę śniadaniową: urzędników nocnych, którzy schodzą po sześćdziesięcioletnich schodach Głównego Urzędu Pocztowego, kurierów Cechu pakujących plecaki na poranny obchód, dwóch mędrców z Akademii, którzy nie wracają do siebie, bo zapomnieli adres. Druga tura wchodzi o siódmej, trzecia — najliczniejsza, najgłośniejsza, z dziećmi pierwszego rocznika szkoły municypalnej — o ósmej trzydzieści. Karczmarz nie pyta, kto z którego biura. Karczmarz pyta, czy z herbatą czy z kompotem, bo na pytaniu o biuro można w Plennym stracić cały poranek.
Patrząc z lotu ptaka — gdyby ptaki zdawały sprawozdania, a niektóre tu zdają, Akademia płaci im miętówkami — Plenny wygląda jak miasto, które zdecydowało się rosnąć pionowo, bo każda próba rozrośnięcia się w bok kończyła się tym, że trzy uliczki dryfowały się rano o cztery kroki na wschód. Trzynaście pięter dachowych ulic, z których trzy są nadal w budowie, dwie zostały zamknięte z powodu rdzewienia poręczy, jedna — najwyższa, jedenasta — jest formalnie biurem Wolnokupiectwa, choć Wolnokupiectwo nigdy się na nią nie wprowadziło, bo wjazd windy kosztował drożej niż wynajem.
W odróżnieniu od Mrozłu, gdzie ludzie żyją zawodowo, w Plennym ludzie żyją biurokratycznie. Nie ma osoby bez pieczątki — nawet dzieci pierwszego rocznika dostają na drugi dzień szkoły małą drewnianą pieczątkę z imieniem, którą stempluje się we własnym zeszycie ćwiczeń, by wyrabiać kciuk. Dorosły Plenneńczyk nosi przeciętnie dwie i pół pieczątki: jedną oficjalną (zawodową), jedną na wszelki wypadek (prywatną) i jedną fragmentaryczną — zazwyczaj złamaną, schowaną na dnie kieszeni, na wszystkie te sytuacje, w których oficjalna nie pasuje, a wszelki-wypadek już raz w tym tygodniu został użyty.
Geografia
Granice. Plenny leży w geograficznym środku Strzępu — „dwa dni od czegokolwiek, jeden dzień od poczty”, jak mówi się o stolicy w karczmach pozostałych pięciu regionów. Na północy region graniczy z Łukiem Przejścia, na zachodzie z Bębrem przez płaskie pola rzepakowe, na południu z Targosiami przez gęsto zalesione przedgórze, na wschodzie z Mglicą przez tę samą puszczę, która Mglicę zaczyna. Granice są administracyjne, nie geograficzne — wyznaczone przez to, do której placówki pocztowej należy okoliczna karczma. Geografia dryfuje wolniej w Plennym niż gdziekolwiek indziej na kontynencie, prawdopodobnie dlatego, że tyle papieru codziennie jest tu archiwizowane, że Spis Wszechrzeczy — z grzeczności wobec ilości pracy — przepisuje miasto mniej entuzjastycznie.
Plenny w pionie. Miasto ma osiem pięter ziemnych i trzynaście pięter dachowych. Piętra ziemne — od piwnic Trzeciego Biura Cechu (gdzie archiwizuje się papier wyciekowy) po dwory mieszczańskie czwartego piętra — są normalne. Piętra dachowe są specjalnością Plennego. Pierwsza dachowa ulica została wybudowana sto dwadzieścia lat temu, kiedy uliczka Małych Pieczątek dryfnęła się o dwadzieścia kroków na wschód w ciągu jednej nocy i dwa biura znalazły się rano nad sobą zamiast obok siebie. Magistrat — wówczas jeszcze istniejący jako odrębna instytucja — rozważał kilka rozwiązań i wybrał najtańsze: kładkę. Kładka się sprawdziła. Po pięciu latach kładek było siedemnaście, po dwudziestu — sto dwie, po pięćdziesięciu kładka stała się piętrem, i Plenny zaczął rosnąć.
Każda dachowa ulica ma swoje regulacje. Pierwsza i druga są pieszych. Trzecia, czwarta i piąta dopuszczają wózki ręczne — ale tylko jednoosiowe, bo dwuosiowe blokują skrzyżowania. Szósta jest tylko dla kurierów Cechu, którzy noszą zielone opaski i nigdy nie ustępują nikomu drogi. Od siódmej wzwyż dostęp jest wyłącznie z pieczątką — nie sprawdza się, czyją; trzeba tylko pokazać, że się jakąś ma. Trzynasta — najwyższa — jest pusta, oświetlona dwiema lampami i ma na końcu drewnianą ławkę, na której nikt nigdy nie siedział, bo dojść do niej zajmuje czterdzieści minut bez pieczątki i godzinę z.
Charakterystyczne miejsca.
- Główny Urząd Pocztowy. Najstarszy budynek w mieście, sześćdziesięcioletnie schody (zliczone), trzysta dwa okienka pocztowe, z których czynnych w danym dniu jest średnio sto osiemdziesiąt cztery. Sortuje korespondencję dla całego Strzępu. Kontrakt z Cechem na priorytetowy transport pocztowy jest najstarszą zachowaną umową na kontynencie poza umowami Cechu z krasnoludzkimi wykuwiskami. Naczelnik Poczty, niejaki Komornik Stanikiewicz, jest pod ziemią od czternastu lat — formalnie kieruje urzędem z piwnicy archiwum, bo w piwnicy lepiej słychać poślizg pociągów pocztowych.
- Gmach Cechu Niedokończonych Wypraw. Trzy kwartały, połączone trzema kładkami i jedną kładką pożarową. Pierwsze Biuro (parterowe) — recepcja, wydawanie obrączek, zlecenia pierwszego stopnia. Drugie Biuro (drugie piętro) — kartografia, sortownia map, pomieszczenie z dwustu trzydziestoma siedmioma teczkami Walkerów aktualnie w terenie (po jednej teczce na osobę, plus trzy puste teczki rezerwowe na nowo zarejestrowanych). Trzecie Biuro (cztery piętra ziemne plus dwie piwnice) — archiwum. Pierwsza piwnica archiwizuje papier nie-wyciekowy. Druga piwnica archiwizuje papier wyciekowy — tu pełzanie atramentu jest najsilniejsze na całym Strzępie, a strażnik nocny chodzi w specjalnych skórzanych rękawicach, by przy odkładaniu teczek nie zostawiać śladu.
- Akademia Praktyczna. Kampus w południowej części miasta, ścianą w ścianę z biurem Wolnokupiectwa. Cztery audytoria, jedna pracownia pieczętarska, dwie biblioteki, jeden ogród zielarski, w którym rośnie mięta gorzka (do produkcji miętówek Czelnika-Skały) i jeden zamknięty na klucz pokój, w którym profesor Włodyk Czelnik-Skała trzyma dziewiętnaście tomów notatek do nieukończonej formuły pieczęci. Klucza nie ma nikt poza Włodykiem; teoretycznie ma go również dziekan, w praktyce — dziekan ostatni raz wszedł tam siedem lat temu i wyszedł blady.
- Pierwsza Filia Bractwa Cichych Świateł. Klasztor w północno-wschodnim Plennym, z trzydziestoma jeden celami mnisimi i jedną dużą salą modlitewną. Matka Słońca Hełna spędza tu sześć tygodni rocznie, między pielgrzymkami. Klasztor utrzymuje również siedem mniejszych kapliczek rozproszonych po uliczkach, które dryfują — kapliczki nigdy nie stoją tam, gdzie były wczoraj, ale Bractwo ma dyżurnego mnicha, który codziennie rano sprawdza, gdzie kapliczki są dziś, i odpowiednio aktualizuje schemat.
- Najstarsze biuro Wolnokupiectwa Targosie. Dwupiętrowa kamienica przy ulicy Mokrych Stempli (nazwa od trzech ulewnych pożarów archiwalnych w XVI wieku po Pomyłce). Zarejestrowanych pracowników — siedemnaścioro. Faktycznie pracujących — czterdziestu trzech. Reszta jest zatrudniona „na świadków”, co znaczy, że bywa w biurze tylko wtedy, kiedy ktoś musi coś podpisać przy świadku, i przez resztę miesiąca robi inne rzeczy. Po D-013 dwoje świadków zostało dodatkowo przeszkolonych jako świadkowie chodzeni — chodzą trasy umów chodzonych w imieniu Janisława, kiedy sam Janisław nie może (z reguły jest w Targosiach).
- Karczma „Pod Drugim Wejściem”. Mieszka i pracuje tu rodzic drugi Walkera — karczmarka, która od trzydziestu lat prowadzi lokal słynący z tego, że pierwsze wejście nigdy nie zostało zbudowane. Lokal mieści się przy ulicy Małych Pieczątek, ma trzynaście stołów (jeden zarezerwowany dla kurierów Cechu, jeden dla mędrców Akademii, jeden — najmniej używany — dla każdego, kto wejdzie i powie hasło „karczma z drugim wejściem rozumie”), serwuje śniadania w trzech turach (powyżej), kompot z trzech rodzajów wiśni i herbatę, którą Bertranda Kropka-Wieliska oficjalnie uznała w 184 roku po Pomyłce za drugą najlepszą w mieście (pierwszą najlepszą piła nigdy nie powiedziała gdzie).
Mieszkańcy
W Plennym żyje około czterdziestu tysięcy ludzi — najwięcej na całym Strzępie, choć dokładna liczba nie istnieje, bo cztery różne biura prowadzą cztery różne spisy ludności i każdy daje inny wynik. Cech mówi czterdzieści dwa tysiące, Akademia trzydzieści osiem, Bractwo czterdzieści jeden, Wolnokupiectwo „około czterdziestu” (bez stempla, bo Wolnokupiectwo nie liczy ludzi, liczy potencjalnych kontrahentów). Rozbieżność wynosi cztery tysiące i nikomu to nie przeszkadza, bo cztery tysiące Plennych mieszka w pionie i ich się trudno doliczyć.
Trzy typy. Tubylcy (urodzeni w Plennym, większość) — zazwyczaj urzędnicy, kurierzy, karczmarze, drobni rzemieślnicy. Imigranci wewnętrzni (przybyli z innych regionów Strzępu) — głównie z Targosi (kupcy), z Mrozłu (uchodźcy lawinowi z pierwszego pokolenia po Pomyłce) i z Mglicy (ci, którzy potrzebowali się wysuszyć). Mędrcy i emigranci akademiccy (z całego kontynentu, przyciągnięci Akademią). Czwarty, mniej liczny typ — niewiadomi: ludzie, którzy nie pamiętają, skąd są, bo pamięć została im uszkodzona przez wyciek mglicki, i osiedli w Plennym, bo Plenny jest jedynym miastem, w którym Urząd Stanu Cywilnego wystawi nowy dokument tożsamości bez metryki urodzenia (za opłatą i czteroma podpisami).
Czym różnią się od mrozłowian. Plenneńczyk zaczyna rozmowę od pytania jak się pan ma, ale słucha odpowiedzi przez dokładnie trzy zdania, po czym zaczyna mówić o swoim własnym biurze. Plenneńczyk dotrzymuje terminu — z pewnym poślizgiem, dwa do czterech dni, ale dotrzymuje. Plenneńczyk pisze listy długie, podpisuje je dwoma kolorami (jeśli go na to stać) i dodaje na końcu trzy kropki, bo Bertranda tak pisze, a styl Bertrandy w Plennym znaczy mniej więcej tyle, co mówiony dialekt szlachetny w innych miastach. Plenneńczyk pyta nowo poznaną osobę o region pochodzenia, a nie o profesję, bo profesja w Plennym jest oczywista (urzędnik) i informatywne jest tylko pochodzenie.
Karczmiana socjologia. Karczma w Plennym pełni funkcje, których w innych regionach pełnią osobne instytucje. „Pod Trzema Stemplami” w południowym Plennym jest faktyczną siedzibą drugorzędnej notariatu — wszystkie umowy do wartości pięciu srebrnych są tam podpisywane, bo właściciel ma trzy oficjalne pieczęcie miejskie wypożyczone z magistratu na piętnastoletnim kontrakcie. „Pod Drugim Wejściem” jest, między innymi, nieoficjalnym biurem informacji Cechu — tu kurierzy przekazują sobie wieści, których nie chcą umieszczać w oficjalnej korespondencji. „Pod Pięcioma Kropkami” (przy Akademii) — najgorętsze plotki magiczne. „Pod Latarnią Niezapaloną” — jedyna karczma, do której nie przychodzą paladynki Bractwa, więc tu spotyka się każdy, kto akurat nie chce wpaść Hełnie w oko.
Frakcje obecne w regionie
Cztery z pięciu frakcji utrzymują w Plennym główne siedziby. Dziki Trakt nie ma w mieście stałej obecności — nie z wrogości, lecz z niewygody: Plenny ma za dużo dachów. Tradycja Traktu — chodzić, gdzie się da — nie pasuje do miasta zbudowanego w pionie. Dziki Trakt utrzymuje natomiast rzecznika — formalnie reprezentanta wszystkich klanów Traktu wobec instytucji Plennego, w praktyce niejakiego Pana Korytarza, którego nikt nigdy nie widział. Pan Korytarz podpisuje korespondencję (tym samym podpisem od czterdziestu lat, choć teoretycznie zmienił się dwukrotnie — Bertranda nie pyta), wpłaca składki członkowskie do Magistratu (w monecie targosiańskiej, gotówką, raz na kwartał, zostawione w kopercie pod kamieniem na schodach Trzeciego Biura Cechu) i raz w roku wydaje oświadczenie „nic nie mam do oświadczenia”. Oświadczenie zostaje wpisane do rejestru i wszyscy są zadowoleni.
Cech Niedokończonych Wypraw. Sektorialny lord regionu. Właściciel trzech kwartałów, zatrudnia łącznie czterystu osiem osób w Plennym (z czego dwustu trzydziestu siedmiu Walkerów aktualnie w terenie — to ich teczki leżą w Drugim Biurze). Bertranda Kropka-Wieliska prowadzi instytucję z Pierwszego Biura, choć formalnie jej gabinet jest na drugim piętrze Drugiego — tabliczka „Naczelna Pisarka” wisi tam w dwóch kolorach atramentu, ale Bertranda spędza dwie trzecie czasu pracy na parterze Pierwszego, bo z parteru widać, kto przychodzi, a Bertranda lubi widzieć. Cech zarządza również w Plennym Komorą Cechową — funkcjonalnym odpowiednikiem skarbu — i Drukarnią Cechu, w której produkowane są wszystkie kieszonkowe mapy wydawane Walkerom. Drukarnia używa atramentu z dodatkiem śladowego wycieku (zob. Mapa, która się przepisuje) — w Plennym produkowane jest całe atramentowe paliwo cechowych map dla całego Strzępu, z czego Plenny czerpie cichą dumę i jedną siódmą rocznych przychodów.
Akademia Praktyczna. Druga co do wpływów. Kampus w południowej części miasta, jak opisano powyżej, prowadzony przez Pierwszego Pieczętarza profesora Włodyka Czelnika-Skałę. Akademia w Plennym to trzysta dwadzieścioro pięcioro studentów i siedemdziesięcioro dwoje wykładowców — proporcja, której Włodyk osobiście pilnuje, bo jego zdaniem przy mniejszej liczbie wykładowców studenci się rozprężają, a przy większej zaczynają się ze sobą kłócić. Akademia prowadzi również dwie pieczętarnie miejskie — jedną w piwnicy Trzeciego Biura Cechu (na zlecenie Cechu, do dyspozycji wyciekowego archiwum), drugą w piwnicy magistratu (oficjalnie nieczynna, w praktyce używana raz na dwa tygodnie, kiedy biurokratyczny wyciek na piętrach magistratu zaczyna się piętrzyć). Włodyk jest też formalnie nadzorcą obu pieczętarni mrozłowskich (Mroza i Hrańskiej), choć w praktyce zagląda do nich raz na pół roku — Plenny nie wybacza nieobecności Pierwszemu Pieczętarzowi.
Bractwo Cichych Świateł. Jeden duży klasztor (Pierwsza Filia), siedem mniejszych kapliczek na uliczkach dryfujących. Hełna spędza w Plennym sześć tygodni rocznie. Bractwo prowadzi również w mieście sierociniec — mniejszy niż targosiański (gdzie wyrastał wariant „Sierota z Bractwa” Walkera, zob. Protagonista), na trzydzieścioro siedmioro dzieci, w tej samej zasadzie pedagogicznej (chleb, modlitwa, lekcja czytania, ostatnia lampa zapalana ostatnia). Olej do plenneńskich kapliczek pochodzi z tego samego krasnoludzkiego wykuwiska numer cztery, co olej do kapliczek mrozłowskich — kontrakt jest jeden, dostarczany pocztą poleconą raz na kwartał w drewnianych beczułkach z oznaczeniem dwóch lamp.
Wolnokupiectwo Targosie. Najstarsze biuro instytucji jest właśnie w Plennym, nie w Targosiach — Wolnokupiectwo powstało w Plennym sto pięćdziesiąt jeden lat temu, rok po Wielkiej Pomyłce, kiedy okazało się, że umowy targosiańskie z mocą można rejestrować szybciej w Plennym (gdzie pieczętarze są pod ręką) niż w samych Targosiach. Centrala przeprowadziła się na Wybrzeże dopiero trzydzieści lat temu; biuro plenneńskie zachowało prestiżową nazwę „najstarsze” i jest do dziś siedzibą rejestru umów-z-mocą dla całego kontynentu. Janisław „Trzy-Paragony” Mrzec spotyka się w Plennym dwa razy w roku — raz wiosną (rozliczenie z Cechem za półrocze poprzednie), raz jesienią (negocjacja czynszu z magistratem za biuro przy ulicy Mokrych Stempli). Pan Kępka, jego świadek-księgarz, chodzi za nim po Plennym przez dwa dni i wraca do Targosi rzeźbiony brakiem snu.
Konflikty i napięcia
W Plennym nie ma otwartych konfliktów frakcyjnych — instytucje są zbyt blisko siebie, by konflikt mógł trwać dłużej niż jedno popołudnie. Są jednak cztery stałe napięcia, z których każde od czasu do czasu wybucha drobnym zleceniem dla Walkera lub większym skandalem urzędniczym.
1. Spór rynnowy Akademii z Wolnokupiectwem. Kampus Akademii i kamienica Wolnokupiectwa stoją ścianą w ścianę. Akademickie rynny zrzucają deszczówkę na dach Wolnokupiectwa, deszczówka spływa po dachu Wolnokupiectwa na podwórze Akademii (przeszedłszy uprzednio przez rynnę Wolnokupiectwa), i każda ze stron uważa, że druga zbiera jej wodę. Spór jest formalny od stu czterech lat i był rozwiązywany trzykrotnie — za każdym razem rozwiązanie trwało dwa do pięciu lat, po czym wracało. Aktualnie obowiązuje porozumienie, że każda strona zbiera deszczówkę z trzech czwartych dachu, a ostatnia czwartka jest „wodą sporną” i nie jest zbierana przez nikogo. Cała ulica zna to porozumienie. Cech mediuje raz na dekadę. Hook dla Walkera o niskiej stawce, jeśli pojawi się prośba o przemierzenie i pomiar dachów — krasnoludzki cechmistrz dachowy mógłby się przydać.
2. „Drugie wydanie” Niezgody o Kropki. Wykuwisko numer cztery (kontrahent Bractwa na olej) i wykuwisko numer siedem (strona pierwotnej Niezgody o Kropki w 142 roku po Pomyłce; zob. Krainy Mrozłu) wystawiły konkurencyjne oferty na nowy kontrakt z Drukarnią Cechu na drewno do oprawiania map. Numer cztery proponuje sosnę lokalną; numer siedem — dąb mrozłowski w cenie sosny lokalnej, ale z trzymiesięcznym poślizgiem dostawy. Cech musi wybrać do końca kwartału, a wybór będzie polityczny — wzmocni jedną stronę krasnoludzkiej rywalizacji kosztem drugiej. Bertranda woli, żeby wybór dokonał się nie w jej biurze. Walker, który ma dobre stosunki w obu wykuwiskach, mógłby zostać zaproszony do przewiezienia oferty mediacyjnej. Hook na quest mapowo-dyplomatyczny w przyszłej rundzie.
3. Plotka o magazynie nr 17. W ostatnich miesiącach krąży po karczmach plenneńskich plotka, że magazyn nr 17 Trzeciego Biura Cechu (piwnica druga, archiwum wyciekowe) dzwoni w nocy. Pieczątki w teczkach magazynu — formalnie zneutralizowane przez pieczętarnię piwniczną Akademii — zaczęły, według nocnego strażnika, uderzać w dna pudełek bez ludzkiego udziału. Strażnik (niejaki Pan Bezelec, lat sześćdziesiąt cztery, w służbie cechowej trzydzieści osiem) nie chce w to wierzyć, ale prosi Bertrandę o drugi komplet rękawic skórzanych „na wszelki wypadek”. Bertranda zleca cichą inspekcję — wymaga Walkera, który ma czyste papiery w obu instytucjach (Cech + Akademia). Quest średnio-stawkowy, rezerwowany jako możliwy hook dla quest-003 lub quest-004 w Plennym.
4. Pan Korytarz i jego korespondencja. Rzecznik Dzikiego Traktu w Plennym jest osobą fikcyjną — tego nikt formalnie nie powiedział, ale wszyscy w Cechu wiedzą. Pytanie, kto podpisuje listy Pana Korytarza, jest jednym z najdłużej nierozwiązanych pytań biurokratycznych w mieście. Bertranda ma podejrzenia (Pan Kępka? jeden z mędrców akademickich, który ma sentyment do Traktu? sam Janisław jako żart?), ale nie pyta — pytanie postawione głośno zmusiłoby Magistrat do reakcji, a reakcja Magistratu zmusiłaby Cech do reakcji, a Cech nie chce reagować, bo Cech jest dobrze opłacany przez wszystkie strony. Walker o wysokim poziomie zaufania w Cechu, który zaczyna spotykać Pana Korytarza w korespondencji, może w pewnym momencie dostać delikatną prośbę o ustalenie autorstwa bez ustalania autorstwa. Hook długodystansowy — nie rozwiązywać przed poziomem dwudziestym piątym.
Zaczepki narracyjne dla questów
Pięć punktów dla rund trzeciej i czwartej. Pierwszy jest oficjalnie zarezerwowany dla quest-001 (już wystawiony, Quest 001 — Pierwszy Trakt) i zostaje tu wyliczony dla kompletności rejestru. Pozostałe są swobodne.
-
„Pierwszy Trakt” (quest-001, już wystawiony). Walker odbiera od Bertrandy drewnianą obrączkę Cechu, kieszonkową mapę rejonu Plenny-Domek Mostkowy i pierwszą kopertę. Idzie do Domku Mostkowego, doręcza ją Pani Sczepiel w pierwszej karczmie za mostem, wraca z odpowiedzią. Pierwsza zmierzona wiorsta. Pierwsze stempelki na mapie. Pierwsze zakończone zdanie Bertrandy (na ekranie, dokładnie raz).
-
„Dzwoniący magazyn” (możliwy quest-003 lub 004). Bertranda zleca Walkerowi cichą inspekcję magazynu nr 17 Trzeciego Biura Cechu. Inspekcja wymaga wejścia do drugiej piwnicy archiwum (papier wyciekowy), policzenia ile pieczątek dzwoni i o jakiej porze, oraz przyniesienia trzech próbek do pieczętarni piwnicznej Akademii. Quest średnio-stawkowy z elementem horroru biurokratycznego (pieczątki dzwonią same z siebie, ale o dziwo robią to z grzecznością — żadna nie dzwoni dłużej niż dziesięć sekund, jakby chciały być odnotowane, a nie usłyszane). Otwiera dłuższy łańcuch o relacji Cechu z Akademią w sprawach archiwum wyciekowego.
-
„Dachy w niezgodzie.” Spór rynnowy Akademii z Wolnokupiectwem nabrał świeżego rumieńca — w trzecim kwartale Akademia dorzuciła do schematu dachu czwartą rynnę, której nie ma w starych planach. Wolnokupiectwo twierdzi, że to naruszenie porozumienia; Akademia, że to konserwacja. Cech wysyła Walkera z taśmą mierniczą i prośbą o przemierzenie obu dachów i wystawienie kontursetu. Lekki, humorystyczny quest mapowy w samym mieście — możliwy w fazie wprowadzającej, bo nie wymaga marszu długodystansowego. Kończy się posiłkiem w karczmie „Pod Pięcioma Kropkami” (Akademia płaci, ale tylko Walkerowi).
-
„Komornik Stanikiewicz prosi o spotkanie.” Naczelnik Głównego Urzędu Pocztowego — czternaście lat pod ziemią — przesyła do Cechu prośbę o spotkanie z Walkerem, którego dokładnie wskazuje z imienia. Walker dostaje od Bertrandy kopertę z niebieskim atramentem (kolor specjalny, używany przez Naczelnika tylko w sprawach osobistych) i pełni doręczyciela samej-prośby-o-spotkanie. Komornik chce porozmawiać o liście, który dostarczył przed czterdziestoma laty i którego treść do dziś go niepokoi. Quest cichy, długi, bez walki — kończy się czterogodzinną rozmową w piwnicy archiwum pocztowego, z herbatą i jednym fragmentem informacji, który Walker zapamięta na resztę gry, ale którego znaczenia jeszcze nie rozumie. Zarezerwować na poziom dziesiąty plus.
-
„Pierwsza nadgodzina.” Bertranda dostaje raport z Komory Cechowej, że jeden z aktualnie zatrudnionych Walkerów (anonimowy) przekroczył tygodniowy limit zaświadczonych kilometrów — wskaźnik, który zazwyczaj oznacza, że dany Walker albo (i) odkrył coś, czego nie chce zgłosić, albo (ii) ma kłopoty z czytaniem mapy. Bertranda prosi Walkera o delikatne ustalenie, kto to jest i co się dzieje. Quest detektywistyczny w obrębie Plennego i okolic — wymaga rozmów w trzech karczmach, jednej wizycie w Komorze i jednej w Drugim Biurze (teczki w terenie). Otwiera szerszy wątek kultury wewnętrznej Cechu — kim są inni Walkerzy, co ich łączy, czego o sobie nawzajem nie wiedzą.
Status
Pierwszy pełny obraz regionu, runda trzecia (równolegle do Phase 13). Ratyfikowany W-level w trakcie ekspansji loru parallel-track 2026-05-20. Nazwy własne wprowadzone na tej stronie (Główny Urząd Pocztowy, Komornik Stanikiewicz, Pierwsze/Drugie/Trzecie Biuro Cechu, Komora Cechowa, Drukarnia Cechu, Pierwsza Filia Bractwa, najstarsze biuro Wolnokupiectwa, karczmy „Pod Trzema Stemplami” / „Pod Pięcioma Kropkami” / „Pod Latarnią Niezapaloną”, ulica Mokrych Stempli, magazyn nr 17, Pan Bezelec, Pan Korytarz, rzecznik Dzikiego Traktu) są nową kanoniczną treścią B-level w obrębie regionu Plenny — nie kolidują z żadną istniejącą decyzją D- ani z istniejącymi nazwami w data/src/content/. Pełne karty NPC dla Komornika Stanikiewicza, Pana Bezelca i Pana Korytarza — runda czwarta. Quest-003 (najprawdopodobniej „Dzwoniący magazyn”) — następna runda questów po quest-002.