Cech Niedokończonych Wypraw
Strona uzupełnia Pięć frakcji i ich ikony, Plenny — pełny obraz i kanon Kroku przepisującego. Jest pierwszą pełną kartą frakcji w czwartej rundzie loru — runda druga wystawiła ikonę (Bertranda Kropka-Wieliska, tu), runda trzecia rozpisała Plenny dookoła niej; obecna karta odwraca obiektyw i opisuje instytucję, której Bertranda jest jednym z piętrzących się szczegółów.
Pierwsze zdanie definicji
W konstytucji Cechu — dokumencie sześćdziesięciostronicowym, którego nikt poza Naczelnym Kartografem nie czyta w całości — pierwsze zdanie brzmi: „Cech Niedokończonych Wypraw zapisuje to, co nie zostało dokończone, i czeka, aż się dokończy; jeżeli się nie dokończy, Cech to też zapisze.” Zdanie jest niesymetryczne celowo. Bertranda lubi je cytować pod koniec rozmów, w których ktoś prosił ją o rozstrzygnięcie. Nigdy nie wypowiada go w całości — urywa po słowie „się dokończy”, trzy kropki, herbata.
Geneza
Cech jest starszy niż katastrofa. To istotne — łatwo by było napisać, że Cech wyrósł z Wielkiej Pomyłki, że został powołany w odpowiedzi na rozsypujący się świat, że jego sześć biur i czterystu osiem urzędników w Plennym to instytucjonalna odpowiedź na rwące się strony Spisu Wszechrzeczy. Nieprawda. Cech powstał dziewięćdziesiąt jeden lat przed Pomyłką, jako związek geodetów ziem koronnych zajmujący się drobnym, niewdzięcznym pisaniem — rejestracją granic między łąkami, kataloging-iem starych dróg, archiwizacją pomiarów, których nikt po geodecie nie podpisywał, bo nikt nie chciał podpisywać czyjegoś pomiaru. Pierwsza siedziba mieściła się w niewielkim kantorze na ulicy Małych Pieczątek (wtedy jeszcze parterowej), pierwszych członków było czterdziestu siedmiu, a pierwsze motto — „Każde słowo na swoim miejscu” — zostało po dwudziestu latach uznane za zbyt ambitne i zastąpione obecnym, „Każdy krok piszemy do końca”.
Pomyłka zastała Cech w trakcie. Kiedy strony Spisu Wszechrzeczy zaczęły fruwać przez kontynent, a mapy w szufladach Cechu zaczęły dryfować w nocy — dosłownie, fizycznie, atrament się przesuwał po papierze bez ludzkiego udziału — Cech zareagował tym, czym reaguje zawsze: otworzył nowe teczki. Najpierw na anomalie. Potem na wyciek. Potem, bardzo ostrożnie, w trzecim pokoleniu po Pomyłce, na ludzi, którzy zaczęli żyć w sposób nie do końca zarejestrowany — domy kurierskie, które rozwiązywały się w trakcie zlecenia, kuriarzy, którzy chodzili pętle, na które nikt już nie czekał, biura, które rano znajdowały się piętro wyżej, niż były wieczorem.
W siedemdziesiątym piątym roku po Pomyłce Cech podjął jedyną decyzję strukturalną, jaką podjął w całej swojej trzystuletniej historii — rozszerzył statut o tytuł frakcji-zaświadczającej. Do tej pory geodeci pisali pomiary; od siedemdziesiątego piątego roku pisali również stan świata. Decyzja została zapisana czarnym atramentem, dwoma podpisami i jedną pieczęcią, w księdze, której egzemplarz oryginalny leży dziś w drugiej piwnicy Trzeciego Biura. Bertranda znalazła go w roku pierwszym swojej kadencji i, jak twierdzą jej współpracownicy, milczała przez trzy godziny.
Sto dwanaście lat temu — w tym samym roku, w którym kurier Marno Niedoczas wyruszył ze swoim pierwszym, nigdy nie doręczonym zleceniem — rozwiązał się dom kurierski Wnęta Sosnowego-Półwieka, a Cech, który był wówczas instytucjonalnie zobowiązany do przejęcia jego archiwum, tego nie zrobił. Powód jest do dzisiaj przedmiotem cichej politycznej kłótni wewnątrz Cechu (patrz §Polityka wewnętrzna), ale na zewnątrz Cech sprawę zamknął jednolinijkową notą: „Archiwum domu kurierskiego Sosnowego-Półwieka zostało rozdysponowane przed terminem przejęcia.” Notę podpisał ówczesny Naczelny Pisarz. Nazwiska nie wpisano w protokół; w Cechu nazwiska wpisuje się tylko wtedy, gdy decyzja ma trwać dłużej niż sto lat.
Hierarchia i tytuły
Cech ma pięć stopni. Pięć stopni jest kanoniczne i nie zmieniło się od stu dwudziestu lat. Każdy stopień ma swój drobny atrybut zewnętrzny — coś, po czym członka Cechu można poznać w karczmie bez pytania.
Praktykant
Pierwszy stopień. Praktykantami są nowo zarejestrowani Walkerzy — ci, którzy otrzymali drewnianą obrączkę, kieszonkową mapę pierwszego rejonu i prawo do drobnych zleceń. Praktykant nie dostaje okazji — dostaje wyłącznie zlecenia, krótkie, z pieczęcią, pełnym lakiem, oraz adresem doręczenia spisanym dwukrotnie (raz pełnym, raz skrótem). Praktykant uczy się czytać dwa kolory atramentu Bertrandy. Praktykant nie czeka na korespondencję od Bertrandy — Bertranda pisze do Praktykantów listowniczo tylko wtedy, kiedy coś się zgubiło, więc otrzymanie listu jest zwykle złym znakiem.
Atrybut: drewniana obrączka, prosta, bez znaku herbowego, noszona na palcu serdecznym lewej dłoni (Cech jest leworęczny administracyjnie — przyjęło się tak w pierwszym pokoleniu po Pomyłce, kiedy okazało się, że prawa dłoń częściej nosiła kompas). Praktykant, który wyleczy mapę z pierwszej wiorsty, dostaje na obrączce pierwszą bruzdkę — drobne nacięcie, którego Cech oficjalnie nie wprowadził, ale wszyscy w Plennym wiedzą, że bruzdka znaczy: ten Walker przeszedł pierwsze.
Zwiadowca
Drugi stopień. Zwiadowcą zostaje się po stu zaświadczonych kilometrach — to liczba, która w korespondencji wewnętrznej Cechu jest cytowana z dokładnością do trzeciego miejsca po przecinku, choć w praktyce Bertranda zaokrągla. Zwiadowca dostaje pierwszą okazję — nie zlecenie, okazję — i ma prawo do map o stabilności dwutygodniowej (mapy Praktykantów są tygodniowe, zazwyczaj wybladłe do końca tygodnia). Zwiadowca jest rozpoznawany z imienia przez urzędników Pierwszego Biura; w Plennym jest to rzeczywistość drobna i ważna — urzędnik, który pamięta twoje imię, podstemplowuje twoją mapę o pół minuty szybciej niż urzędnik, który musi sprawdzić w księdze.
Atrybut: opaska zielona na rękawie lewego płaszcza, wąska, dwa palce szerokości. Opaska zwiadowcza ma prawo wejścia na szóstą dachową ulicę Plennego — ulicę kurierów, którzy nikomu nie ustępują drogi. Zwiadowcy, którzy idą szóstą po raz pierwszy, zwykle przed pierwszym skrzyżowaniem dowiadują się, że ustępowanie drogi w Plennym ma swoje gradacje, i że niektóre z nich zaczynają się dopiero na siódmym piętrze.
Kartograf
Trzeci stopień. Trzysta zaświadczonych kilometrów, dwie ukończone teczki regionalne, jeden raport anomalii nie odrzucony przez Akademię. Kartograf jest pełnoprawnym członkiem Cechu w sensie statutowym — ma prawo zlecać kontrakty mapowania w innych biurach Cechu (Plenny, Mroza, Hrańska, Mglar, Targosie, Bęber), prawo przybijania brązowej pieczęci na zwróconych mapach (brązowa pieczęć znaczy: mapa została odebrana, ale nie zarchiwizowana — mapa biegnie dalej), oraz prawo cichego głosu na corocznym zebraniu Cechu w Plennym (głos cichy = zaregistrowany w protokole jako „Kartograf [imię] również był obecny”, bez zapisu treści głosu).
Atrybut: brązowa pieczęć osobista, wyrabiana w pieczętarni Akademii Praktycznej na zamówienie Cechu, z monogramem Kartografa odciśniętym w drobnym wzorze trzykropkowym (kropki Bertrandy są również znakiem rangi). Pieczęć nosi się w kieszennej kasetce z dębiny, którą Cech wydaje wraz z pieczęcią; sama kasetka, jeżeli się ją otworzy i zostawi otwartą w pomieszczeniu wyciekowym, zmienia delikatnie barwę — od ciemnobrązowej do prawie czarnej. Kartografowie nauczyli się zostawiać kasetkę otwartą podczas archiwizacji właśnie dlatego: kolor mówi im, ile wycieku zebrało się w pomieszczeniu, zanim sami zaczną pisać.
Naczelny Kartograf
Czwarty stopień. Sześćset zaświadczonych kilometrów, cztery teczki regionalne (czyli kompletne pokrycie czterech z sześciu krain Strzępu), trzy raporty anomalii uznane za kanoniczne przez Akademię. W Plennym jest ich w danym momencie zwykle ośmioro — jeden na każde pięćdziesiąt aktywnych Walkerów. Naczelny Kartograf ma prawo do korespondencji bezpośredniej z Bertrandą w sprawach, w których Praktykant musiałby przejść przez trzech urzędników i podstemplować trzy razy. Naczelny Kartograf jest również jedyną rangą, której Bertranda gratuluje osobiście — zwykle w postaci jednej miętówki Czelnika-Skały położonej na biurku adresata, bez liściku.
Atrybut: korespondencja z trzema kropkami zamiast czterema. To brzmi jak żart i nim nie jest. Bertranda pisze do większości Cechu czterema kropkami na końcu zdania — cztery kropki to standardowa kropka dla osób, którym czas pisania jest droższy niż czas czytelnika. Naczelnym Kartografom Bertranda pisze trzema kropkami, tym samym znakiem, którym pisze do swojej kuzynki w Mglar. Cztery kropki zmienione w trzy są w korespondencji Cechu najczytelniejszym znakiem uznania, jaki instytucja potrafi wystawić. Praktykanci, którzy o tym słyszą, przez pierwsze pół roku liczą kropki w każdej dyspozycji, której im przybywa, choć Bertranda nie zna ich nazwisk i pisze do nich tylko cztery.
Pisarz Cechu
Piąty stopień. Tysiąc zaświadczonych kilometrów, sześć teczek regionalnych (pełne pokrycie kontynentu), publikowany rozdział w Roczniku Cechu — corocznym tomie wydawanym Drukarnią Cechu w nakładzie czterystu czterdziestu egzemplarzy, z których trzysta osiemdziesiąt trafia do biur Cechu, czterdzieści do Akademii, cztery do biblioteki Wolnokupiectwa, jeden — formalnie — do Pana Korytarza (pod kamień na schodach Trzeciego Biura, zostawiony tam pierwszego dnia drugiej dekady kwartału, odbierany przez kogoś, kogo nikt nigdy nie widzi), i piętnaście egzemplarzy zostaje na zapas. W Plennym jest w danym momencie dwoje Pisarzy Cechu — Bertranda Kropka-Wieliska i, w zależności od roku, jeden Naczelny Kartograf, który zdążył opublikować swój rozdział, ale jeszcze nie odebrał awansu.
Atrybut: prawo dokończenia zdania w korespondencji prywatnej. Bertranda kończy zdania wyłącznie w listach do innych Pisarzy. To zdarza się — według Pierwszej Pomocnicy Pisarskiej, niejakiej Pani Słomki, lat czterdzieści siedem, dwadzieścia trzy lata w służbie — średnio dwa razy w roku. Praktykanci podsłuchują pod drzwiami biura, ilekroć to się dzieje, bo dokończone zdanie Bertrandy jest fragmentem prozy, którego, według Pani Słomki, można potem nie zapomnieć przez dziesięć lat.
Słownik kluczowy
Cech ma swój własny dialekt biurokratyczny, w którym niektóre słowa znaczą coś delikatnie innego niż w plenneńskim potocznym. Słownik jest niepisany — żaden tom Cechu nie zawiera glosariusza — ale każdy urzędnik Cechu uczy się go w pierwszych dwóch miesiącach służby. Najważniejsze hasła:
Okazja. Drobne zlecenie wystawiane na bardzo cienkim brązowym papierze, brązowym atramentem, bez pełnego laku (zamiast laku — jeden brązowy odcisk pieczęci osobistej wystawiającego), z trzema podpisami zamiast jednego. Okazja jest formą niższej rangi i wyższego zaufania niż zlecenie. Zlecenie kupuje wykonanie; okazja zaprasza do wykonania. Zlecenia można odmówić; okazji, formalnie, też — ale w trzystuletniej historii Cechu nie zarejestrowano przypadku, w którym Walker odmówił okazji wystawionej przez Naczelnego Kartografa lub wyższego. Okazję wystawia się w sprawach delikatnych — sprawach, w których pełne zlecenie zostawiłoby zbyt głośny ślad w rejestrze. Bertranda wystawiła w swojej kadencji okazji trzy.
Zlecenie. Pełne zlecenie, czarny atrament na białym lub żółtawym papierze, pełna pieczęć lakowa (kolor zależy od pilności — zielony zwykły, niebieski pilny, czerwony pilny i osobisty, fioletowy „nie wracać bez wyniku”), jeden podpis wystawiającego, jeden podpis adresata przy odbiorze, jeden podpis świadka odbioru (zwykle urzędnik Pierwszego Biura). Zlecenie idzie do archiwum pierwszej piwnicy Trzeciego Biura, gdzie spoczywa nie krócej niż siedem lat. Większość pracy Walkera to zlecenia.
Kwit. Drobny papier, format ósemkowy lub szesnastkowy, brązowy lub jasnoniebieski, niesie jedną linijkę informacji rejestrowej — datę, godzinę, miejsce, lub jedno zdanie świadkowskie. Kwit nie jest pełnym dokumentem; jest fragmentem dokumentu, który dokumentem będzie później. Walker w trakcie zlecenia może wystawić kilkanaście kwitów; po powrocie składa je w jedną teczkę. Bertranda lubi czytać kwity, nawet kiedy nie musi — mówi, że „kwity są tym, co ludzie chcieli zapisać, a nie tym, co musieli”.
Linijka. Jednostka rejestrowa. Jeden krok Walkera = jedna linijka oddana do składu Spisu Wszechrzeczy. (Pełny rozkład — Krok przepisujący.) W rejestrze operacyjnym Cech mierzy linijki w kilometrach zaświadczonych; w rejestrze teoretycznym linijka jest jednostką redakcyjną, którą Spis przyjmuje albo, czasem, odrzuca. Linijka odrzucona to taka, której Spis nie przepuścił przez skład — Walker wraca, prostuje, próbuje inaczej. Cech nie karze za odrzucone linijki; Cech je odnotowuje.
Teczka. Pełna sprawa rejestrowa, jeden Walker albo jedna anomalia albo jeden dom kurierski. Teczka jest otwierana raz, uzupełniana wielokrotnie, zamykana rzadko. Teczka domu kurierskiego Sosnowego-Półwieka leży otwarta od stu dwunastu lat — co jest oficjalnie nieprawidłowością procedurową, a nieoficjalnie najgłośniejszą cichą sprawą wewnętrzną Cechu. Teczka Marno Niedoczasa leży otwarta od czterdziestu jeden, prowadzona osobiście przez Bertrandę. Teczki są zazwyczaj brązowe; teczki o szczególnym znaczeniu — czerwone (w Plennym pięć), niebieskie (siedem), czarne (jedna, której nikt poza Bertrandą nie widział).
Linijka mid-submission. Pojęcie wewnętrzne, używane od kadencji Bertrandy. Linijka, która została oddana do składu, ale nie weszła do druku — Spis ją przyjął, ale jeszcze nie zatwierdził. Walker, który chodzi pętlę bez zakończenia, jest linijką mid-submission swojego własnego pisma. Marno Niedoczas jest najczystszym przypadkiem znanym Cechowi. Pojęcie nie jest jeszcze ratyfikowane przez statut — Bertranda używa go w korespondencji prywatnej, Naczelni Kartografowie powtarzają, Praktykanci wymieniają się szeptem; Pierwszy Pisarz w Plennym trzyma teczkę, której nikt z innych Domów Cechu jeszcze nie czytał, i w tej teczce pojęcie mid-submission ma swoje pełne, niepublikowane rozwinięcie.
Magazyn. Cech prowadzi w każdym regionie po kilka magazynów, w których spoczywa papier wyciekowy — dokumenty i przedmioty, które złapały w siebie ślad wycieku i nie mogą wrócić do zwykłego obiegu, ale jeszcze nie zostały zarchiwizowane na stałe. W Plennym jest osiemnaście magazynów, ponumerowanych do siedemnastego (siedemnasty występuje, magazyn numer trzynasty nie — krasnoludzcy budowniczowie odmówili w XIV wieku po Pomyłce pracy nad budynkiem oznaczonym trzynastką, a Cech nie chciał się kłócić, więc trzynastego po prostu nigdy nie wybudowano). Magazyn numer 17 jest tym, który dzwoni w nocy (zob. Plenny §Konflikty, punkt 3). Magazynem opiekuje się zwykle jeden strażnik i jeden dyżurny urzędnik; w przypadku siedemnastego — Pan Bezelec, lat sześćdziesiąt cztery, w służbie cechowej trzydzieści osiem.
Skład. Trzecia piwnica Drukarni Cechu, w której układa się czcionki do Rocznika. Również: miejsce, do którego — w rejestrze teoretycznym — idą linijki oddane przez Walkerów. Jedno słowo na dwóch piętrach: w operacyjnym znaczy „pomieszczenie z czcionkami”; w teoretycznym znaczy „miejsce, w którym Spis Wszechrzeczy zecuje kolejny akapit świata”. Cech rozdziela te dwa znaczenia z premedytacją, jak rozdziela atrament brązowy od czarnego.
Rytuały i procedury
Cech rozpoznaje się po codziennych drobiazgach. Każdy z poniższych jest niepisany — nigdzie nie ma instrukcji, jak je wykonywać — i każdy jest tak silnie utrzymywany, że odstępstwo natychmiast wzbudza w urzędniku Cechu niepokój.
Wystawianie okazji. Bertranda — albo, w drugim biurze, Pierwsza Pomocnica Pani Słomka — siada przy biurku w godzinie, w której światło z okna na ścianie wschodniej pada na lewą stronę pulpitu. Bierze najcieńszy z brązowych papierów, otwiera kałamarz oznaczony „okazja” (mniejszy niż zwykły, z brązowym wieczkiem), pisze trzy zdania krótkie i jedno dłuższe, składa papier na trzech zgięciach (nie czterech — czterozgięciowe składanie jest dla zleceń), przykłada brązowy odcisk pieczęci osobistej w lewy dolny róg (nigdy w środek; środek jest dla zleceń), i zostawia kwit na pulpicie do wyschnięcia przez dziesięć minut. Po dziesięciu minutach odbiorca wchodzi do biura, Bertranda wręcza okazję lewą dłonią (Cech jest leworęczny administracyjnie, patrz Praktykant), odbiorca odbiera prawą (przeciwna stronność — sygnał, że umowa jest między dwiema osobami, nie wewnątrz jednej instytucji), i okazja wychodzi z biura. Bertranda nie żegna się słowem; żegna się trzecim ruchem brwi (drobnym, ale wyraźnym), które starsi Walkerzy umieją rozróżnić od czwartego ruchu (czwarty znaczy „rozumiesz, oczywiście, dlaczego nie pytam o szczegóły”).
Otwarcie teczki. Teczki w Cechu otwiera się rano. Nigdy po południu — popołudniowe otwarcie teczki uchodzi w Plennym za rzecz brzydką, na granicy obyczajowości. Urzędnik otwierający teczkę bierze nową okładkę brązową (lub czerwoną, niebieską, czarną, w zależności od rangi sprawy), wpisuje datę w prawym górnym rogu (zawsze prawym; lewy róg jest dla numeru ewidencyjnego), nazwisko/sprawę w środku, swój podpis na dolnej krawędzi. Pierwszą zawartością teczki jest zawsze jeden pusty kwit — symboliczny, na przyszłość. Teczka jest następnie wkładana trzecia od lewej w aktualną szufladę archiwizacyjną (nie pierwsza ani druga — pierwsze dwa miejsca są dla teczek aktywnych w danym tygodniu).
Zamknięcie teczki. Teczki zamyka się wieczorem, najlepiej w czwartek (Cech zamyka teczki tylko w czwartki, jest to zwyczaj nieformalny, ale rygorystycznie przestrzegany). Zamknięcie składa się z pięciu czynności: 1) odczytanie pierwszej linijki teczki na głos, 2) odczytanie ostatniej linijki teczki na głos, 3) złożenie podpisu zamykającego na dolnej krawędzi okładki, 4) przyłożenie pieczęci czerwonej („zamknięte”) w lewy górny róg, 5) przeniesienie teczki z aktywnej szuflady do drugiej piwnicy Trzeciego Biura, w odpowiednią sekcję archiwum. Teczki domu kurierskiego Sosnowego-Półwieka nie wykonano czterech ostatnich czynności od stu dwunastu lat. Pierwsza linijka tej teczki została odczytana w roku rozwiązania; ostatnia czeka.
Obchód kwitów. Każdego wieczoru, między dziewiętnastą a dwudziestą pierwszą, urzędnik dyżurny pierwszego biura wykonuje obchód kwitów. Wchodzi do korytarza skrzynek — wąskiego, długiego pomieszczenia na parterze, w którym wiszą skrzynki kwitowe wszystkich aktywnych Walkerów (dwieście trzydzieści siedem skrzynek w aktualnej kadencji) — i sprawdza, w której skrzynce pojawił się nowy kwit w ciągu dnia. Nowe kwity wyjmuje, zbiera w jeden brązowy zwitek, idzie z nim na parter Drugiego Biura, kładzie na biurku Bertrandy (albo, jeśli Bertranda jest w terenie, na biurku Pani Słomki). Wieczorny zwitek kwitów Bertranda czyta zawsze sama, ze swojego fotelika przy oknie, przy herbacie, przed wieczerzą. Powie ci to każdy w Plennym, kto kiedykolwiek odczekał na poranne pieczętowanie: Bertranda czyta wieczorem; Bertranda decyduje rano.
Przekazanie kwitu zwrotnego. Kwit zwrotny — kwit wystawiony przez Walkera w trakcie zlecenia, niesiony przez Walkera z powrotem do biura — wręcza się Bertrandzie albo wystawiającemu stojąc, nie siedząc. Ten drobiazg jest plenneńską specjalnością i obowiązuje wyłącznie w Cechu — w Akademii kwity wręcza się siedząc, w Wolnokupiectwie najlepiej oprzytym o kontuar. Stojące przekazanie kwitu Cech tłumaczy tym, że kwit zwrotny jest w trakcie: nie wszedł jeszcze do teczki, nie został jeszcze przeczytany, nie jest jeszcze pełnoprawnym dokumentem; podawanie go siedząc byłoby — w wyobrażeniu Cechu — przyznawaniem mu rangi, której jeszcze nie ma. Walker stoi do momentu, w którym Bertranda kładzie kwit na pulpicie i mówi „dziękuję, możesz usiąść” — co znaczy, że kwit został przyjęty. Czasami Bertranda nie mówi tego zdania nigdy; wtedy Walker stoi do końca rozmowy. Bertranda rozumie ten gest i nie wykorzystuje go bez powodu — w pamięci Plennego są trzy przypadki, kiedy wykorzystała.
Polityka wewnętrzna
Cech jest pozornie monolityczny. Pozornie — bo w środku ma swoje napięcia, które nigdy nie wybuchają wprost, ale od czterdziestu lat utrzymują w stanie cichego tarcia.
Napięcie pierwsze: okazja vs zlecenie. Starsza frakcja Naczelnych Kartografów — zwykle ci po sześćdziesiątce — uważa, że okazja powinna zostać sformalizowana. Trzy podpisy zamiast pełnego laku to nadal trzy podpisy; bez pełnego laku okazja jest, według tej frakcji, „zaproszeniem do prywatnej umowy w mundurze Cechu”, a Cech nie powinien wystawiać prywatnych umów w swoim własnym mundurze. Młodsza frakcja — Bertranda jest jej cichą patronką, choć formalnie tego nie ogłosiła — uważa, że okazja jest właśnie tym, czego Cechowi brakowało przez pierwsze dwieście lat: instrumentem, w którym można zaprosić Walkera do pracy delikatnej, której pełne zlecenie zmarnowałoby — bo pełne zlecenie zostawia zbyt głośny ślad w rejestrze. Spór nie został rozstrzygnięty i, zdaniem Bertrandy, nie powinien zostać. Bertranda uważa, że napięcie utrzymuje Cech w trzeźwości; gdyby okazja została sformalizowana, Cech zacząłby wystawiać okazji za dużo, i wkrótce okazja byłaby drugim zleceniem, tylko w brązowym kolorze. Niżej u góry, wyżej u dołu — Bertranda nie pozwoli na to dopóki kropki w jej korespondencji nie zaczną się same kończyć.
Napięcie drugie: Domy Cechu w różnych regionach. Cech ma sześć Domów — po jednym na region — i sześć Domów rzadko zgadza się ze sobą w całości. Dom Plenneński (siedziba Bertrandy) jest centralą administracyjnie; w sensie statutowym jest dwunastokrotnie potężniejszy od któregokolwiek z pozostałych pięciu. W sensie politycznym nie zawsze. Dom Mrozłowski (siedziba w Mrozie, prowadzony przez niejakiego Pisarza Wikbrana Skobel-Półsina, lat siedemdziesiąt trzy) twierdzi od dziesięciu lat, że Plenny jest „za miękki na wyciek” — że Bertranda zbyt często wystawia okazje zamiast zleceń, że Plenny zbyt często rejestruje anomalie zamiast je archiwizować, że Plenny zbyt często czeka. Dom Targosiański (siedziba w południowych Targosiach, prowadzony przez Pisarkę Mołnę Trzy-Półbrązy, lat pięćdziesiąt jeden) twierdzi z kolei, że Mroza jest „za sztywny” — że Wikbran archiwizuje za wcześnie, że Mroza nie czeka wystarczająco długo, że Mroza zamyka teczki, które w Plennym leżałyby otwarte jeszcze dwa pokolenia. Trzecie napięcie jest między Domami Mglickim i Bęberskim (siedziby w Mglar i Bębrze), ale jest mniejsze i sprowadza się głównie do tego, czy pieczęci Mglar mają być wzmacniane atramentem mglickim (Mglar twierdzi, że tak), czy nie (Bęber twierdzi, że nie). Łuk Przejścia (Dom najmniejszy, dwudziestu trzech urzędników) zazwyczaj się nie wypowiada.
Wszystkie sześć Domów raz w roku zjeżdża się w Plennym na Sejmik Pisarski — czterodniową konferencję, która formalnie zatwierdza budżet i kalendarz Cechu na kolejny rok, a praktycznie służy do tego, by sześcioro Pisarzy mogło sobie spojrzeć w oczy i zrozumieć, że w drugiej tylko części się ze sobą nie zgadzają. Sejmik kończy się zawsze wspólną kolacją w karczmie „Pod Drugim Wejściem”. Bertranda zamawia wtedy herbatę, nie wino — co jest sygnałem, że Sejmik trzeba uznać za zakończony i wrócić do swoich Domów.
Napięcie trzecie: dom kurierski Sosnowego-Półwieka. To jest najgłośniejsza cicha sprawa w Cechu i, ze względu na delikatność, nigdy nie jest wymieniana w korespondencji oficjalnej. Sto dwanaście lat temu dom kurierski Wnęta Sosnowego-Półwieka rozwiązał się w trakcie pierwszego zlecenia jednego ze swoich kurierów (Marno Niedoczasa). Cech, statutowo zobowiązany do przejęcia archiwum rozwiązanego domu, tego nie zrobił. Powód oficjalny: archiwum rozdysponowane przed terminem. Powód wewnętrzny — ten, który krąży po Cechu jako szept między Naczelnymi Kartografami — jest dwóch wersji. Wersja pierwsza: Cech zwlekał z przejęciem celowo, bo Naczelny Pisarz tamtych lat (ratyfikujący notę o niezprzejęciu) miał osobiste zobowiązanie wobec jednego z domów konkurencyjnych domu Sosnowego-Półwieka, i wolał, by archiwum poszło do tamtego. Wersja druga: Cech nie zwlekał — archiwum zniknęło przed terminem przejęcia, dosłownie, i Cech zatuszował zniknięcie notą, bo zniknięcie archiwum domu kurierskiego w tym tygodniu, w którym strony Spisu Wszechrzeczy też zaczęły znikać, było rzeczą, o której Cech nie chciał, by w mieście mówiono. Bertranda zna obie wersje i — jak twierdzą jej współpracownicy — nie wybrała żadnej; jej teczka domu Sosnowego-Półwieka leży otwarta od czterdziestu lat, więc cokolwiek się okaże, Bertranda dopisze, nie zacznie od nowa.
Napięcie czwarte: linijka mid-submission jako koncepcja. Pojęcie linijka mid-submission (zob. §Słownik) jest Bertrandy. Bertranda wprowadziła je do korespondencji wewnętrznej Cechu około piętnaście lat temu, kiedy zaczęła prowadzić teczkę Marno Niedoczasa po wcześniejszym, mniej cierpliwym poprzedniku. Niektóre Domy używają pojęcia z entuzjazmem — Targosie zwłaszcza, Mołna Trzy-Półbrązy cytuje Bertrandę w trzech ostatnich Rocznikach. Niektóre — głównie Mroza — uważają je za prywatną teorię Bertrandy, niesankcjonowaną przez statut, której nie należy używać poza Plennym. Sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Bertranda jej nie ratyfikuje publicznie; trzyma pojęcie w korespondencji prywatnej i w teczce, której nikt z innych Domów nie czytał. Naczelni Kartografowie plennneńscy używają go swobodnie. Praktykanci uczą się go pod stołem.
Relacje z innymi frakcjami
Cech jest opłacany przez wszystkie pozostałe cztery. To historyczna anomalia i strukturalna stabilizacja jednocześnie — historyczna, bo wynika z tego, że Cech był jedyną instytucją zapisującą, kiedy pozostałe się rozsypywały po Pomyłce; strukturalna, bo dopóki Cech jest opłacany przez całą czwórkę, nie ma motywu, by stanąć po stronie którejkolwiek z nich. Bertranda dba o ten stan jak ogrodnik o równe nawodnienie.
Akademia Praktyczna. Najgłębsza relacja, jednocześnie najgłośniejsza. Akademia i Cech robią tę samą rzecz z dwóch stron — obie rejestrują, obie archiwizują, obie ufają papierowi — i z tej samej zasady się nie znoszą po cichu. Akademia uważa, że Cechowe „mierzymy, nie oceniamy” jest postawą leniwą: świat, który wycieka, należy nie mierzyć, ale zapieczętowywać. Cech uważa, że Akademickie pieczętowanie wycieku jest udawaniem, że wyciek jest jednorazowy — a wyciek jest, w czytaniu Cechu, stałym warunkiem, i pieczętowanie go to próba zatrzymania zegara. Współpraca jednak istnieje i jest gęsta: Akademia prowadzi pieczętarnię w piwnicy Trzeciego Biura, Cech opłaca Akademii czynsz za kampus na południu Plennego, oba archiwa wymieniają kopie kwitów co kwartał. Włodyk Czelnik-Skała i Bertranda spotykają się raz w roku na herbacie u Bertrandy (nigdy u Włodyka — Włodyk nie ma w gabinecie krzesła dla gości); rozmowy te trwają zazwyczaj dwie godziny, kończą się milczeniem, i obie strony wracają do swoich biur z poczuciem, że nic się nie zmieniło, ale coś zostało odnotowane. Cech podejrzewa, że jedna z dwóch wersji prywatnej biblioteki Akademii — tej, której Włodyk nikomu nie pokazuje — zawiera archiwum-następcę domu Sosnowego-Półwieka. Akademia tego nie potwierdza i nie zaprzecza. Bertranda nie pyta.
Bractwo Cichych Świateł. Relacja uprzejma i dystansowa. Bractwo i Cech rzadko się sobie kłócą, bo robią rzeczy zbyt odmienne, żeby mieć o co — Cech rejestruje tekstem, Bractwo zaświadcza światłem. Hełna i Bertranda spotykają się dwa razy w roku, raz w klasztorze Pierwszej Filii, raz w „Pod Drugim Wejściem”, i każde spotkanie trwa nie więcej niż trzy kwadranse. Hełna mówi mało, Bertranda słucha. Po spotkaniu obie odchodzą w swoje strony, i Cech delikatnie poprawia w teczkach kapliczki dryfujące, które Bractwo umieściło w nowych miejscach (Cech robi to bez prośby — jest to drobne ułatwienie, którego Bractwo nigdy nie zażądało, ale Hełna „wie, że Cech to robi”, jak to ujmuje sama, dotykając palcami brzegu mapy). Najpoważniejsza wymiana między obiema frakcjami trwa od ponad dwudziestu lat i polega na tym, że Cech raz na kwartał posyła do Pierwszej Filii listę kapliczek dryfujących, których współrzędne nie zgadzają się z Bractwowymi, a Bractwo posyła do Cechu listę z dopiskiem „dziękujemy, sprawdziliśmy”, której nikt w Cechu nie czyta, ale wszyscy archiwizują.
Wolnokupiectwo Targosie. Praktyczna rywalizacja o tytuł najważniejszej instytucji ewidencyjnej kontynentu. Wolnokupiectwo wystawia umowy — Cech wystawia kwity, zlecenia, okazje, teczki. Obie strony archiwizują, obie żądają trzech podpisów, obie pretendują do tego, by ich rejestr był ostatecznym słowem. W Targosiach (siedziba Wolnokupiectwa) pierwszeństwo ma rejestr Wolnokupiectwa; w Plennym (siedziba Cechu) — Cechu; w pozostałych regionach kwestię rozstrzyga to, kto pierwszy podstemplował. Janisław „Trzy-Paragony” Mrzec i Bertranda mają uprzejmy układ — nie znoszą się serdecznie, ale obaj rozumieją, że otwarty spór byłby dla obu instytucji kosztowny. Spotykają się raz w roku, na półrocznym rozliczeniu Wolnokupiectwa z Cechem (wiosna, biuro plenneńskie Wolnokupiectwa); Janisław płaci zawsze gotówką (cztery monety srebrne i osiem miedzianych — kwota nieduża, symboliczna; faktyczna płatność idzie przelewem przez krasnoludzkie wykuwisko czwarte), Bertranda kwituje brązową pieczęcią, herbata jest po stronie Wolnokupiectwa. Po D-013 — kiedy Janisław pioneerował umowy chodzone — Cech zauważył nową kategorię trasy, którą trzeba rejestrować, i Bertranda po cichu otworzyła siódmą szufladę w gabinecie, specjalnie dla kopii umów chodzonych. Janisław o tym wie i milczy. Bertranda o tym, że Janisław wie, też wie.
Dziki Trakt. Respektujące się niezrozumienie. Trakt nie rejestruje — Trakt chodzi. Cech rejestruje, kto chodzi. Trakt uważa Cech za frakcję, która podpisuje to, co już zostało powiedziane; Cech uważa Trakt za frakcję, która mówi to, co nigdy nie zostało zapisane. Oba twierdzenia są poprawne, oba są niewystarczające, oba strony to wiedzą. Orin Czteroręka rozmawia z Bertrandą przez Pana Korytarza — formalnie, pisemnie, raz na kwartał. Rzeczywista komunikacja prowadzona jest przez chleb — Trakt zostawia chleb na kamieniach przy granicach Plennego, Cech go nie zabiera (chleb jest „dla kogoś innego”, jak rozumie Cech od stu lat), ale rejestruje, gdzie chleba przybyło i ubyło, w specjalnej teczce niebieskiej numer 4, którą prowadzi Pani Słomka. Trakt o teczce niebieskiej numer 4 wie. Trakt nie ma do tego stosunku. Trakt chodzi dalej. Cech wpisuje.
Krajobraz fizyczny
Cech mieszka w czterech głównych miejscach w Plennym i ma osiem niewielkich biur regionalnych poza nim. Każde z nich można rozpoznać po trzech zmysłowych szczegółach.
Gmach Cechu Niedokończonych Wypraw, Plenny. Trzy kwartały zabudowy w południowo-środkowej części miasta. Zapach: atrament — brązowy i czarny — pomieszany z miętówkami Czelnika-Skały i z herbatą z trzech rodzajów wiśni z karczmy „Pod Drugim Wejściem”, którą Bertranda przynosi rano w drewnianym dzbanuszku. Dźwięk: stempelki. Niskie, regularne, plenneńskie. W Pierwszym Biurze średnio trzysta dwadzieścia stempelek na godzinę w godzinach pracy. Pora obiadowa wycisza je do siedemdziesięciu. Po dwudziestej pierwszej zostają cztery stempelki — dwa od strażnika obchodzącego skrzynki, dwa od urzędnika dyżurnego archiwum. Wzrok: dwa kolory atramentu na wszystkim. Tabliczki przy drzwiach pisane są dwoma kolorami — czarnym dla nazwy biura, brązowym dla nazwiska kierującego. Karty wstępu — dwoma kolorami. Korespondencja zewnętrzna — dwoma. Cech rozdziela dwa atramenty od czterystu lat i nie ma zamiaru przestać.
Magazyn (przykład — numer 17, druga piwnica Trzeciego Biura). Zapach: stary lak, lekko gnijący papier wyciekowy, jeden zapach, którego nikt nie umie nazwać, ale wszyscy w Cechu rozpoznają jako „magazynowy” — coś między fermentującym winogronem a zimnym żelazem. Dźwięk: od ostatnich dwóch miesięcy — dzwonienie pieczątek. Pojedyncze, regularne, ostrożne. Pan Bezelec twierdzi, że pieczątki dzwonią przepraszająco — krótkie pojedyncze uderzenia, po dziesięć sekund każde, jakby chciały być odnotowane, ale nie chciały budzić. Wzrok: półki do sufitu, na półkach pudełka, w pudełkach teczki, w teczkach kwity. W kącie strażnicze biurko Pana Bezelca — drewno orzechowe, jedna stara lampa naftowa, herbata w żelaznym kubku z odpryskiem, drugi komplet skórzanych rękawic na „wszelki wypadek” (drugi komplet pojawił się dwa miesiące temu — Bertranda dostała prośbę pisemnie i wystawiła go bez pytania).
Biuro regionalne (przykład — Mroza). Zapach: śnieg. Cech w Mrozłu od stu lat nie zdołał całkiem ogrzać biura — krasnoludzcy budowniczowie postawili je na granicy z piwnicą lodową i powiedzieli, że „tak jest cieplej”, co okazało się być prawdą tylko w sezonie letnim. Dźwięk: stempelki — ale inne niż w Plennym. Mroza używa mosiężnych stempli wyrabianych w wykuwisku czwartym; brzmienie jest niższe, jednostkowo donośniejsze, brzmi „jak okrężna decyzja, która już zapadła” (cytat z Bertrandy, korespondencja prywatna, 197 rok po Pomyłce). Wzrok: tylko jeden kolor atramentu na wszystkim — czarny. Mroza odmówiła brązowego atramentu sto trzy lata temu, kiedy zarzucała Plennemu, że brązowy atrament jest „miękki na wyciek”. Bertranda nigdy nie wymusiła zmiany; uważa, że niech Mroza pisze, jak chce, dopóki pisze.
Trzy szczegóły
Trzy drobiazgi, które łatwiej niż wszystko inne ugruntowują Cech w plenneńskim codziennym.
Pierwszy — sposób trzymania kwitu. Każdy urzędnik Cechu trzyma kwit kciukiem na grzbiecie, palcem wskazującym na dolnym brzegu, grzbiet kwitu zawsze po lewej stronie. Zasada jest absolutna i nikt nie umie powiedzieć, dlaczego — krąży po Cechu legenda, że pierwszy Naczelny Pisarz miał krótszy prawy kciuk i dlatego dyktował lewostronną pozycję, ale legenda nie jest udokumentowana, a kciuk pierwszego Pisarza został zapisany jako „standardowy” w jego osobistej teczce. Walker, który nauczył się trzymać kwit prawostronnie (z innej instytucji albo z naturalnej praworęczności), na pierwszej naradzie w Pierwszym Biurze zauważa, że Bertranda patrzy mu na ręce. Po drugiej naradzie sam zaczyna trzymać lewostronnie. Po trzeciej już nie pamięta, że kiedyś inaczej.
Drugi — pozdrowienie „Domyka się”. Cechowi członkowie pozdrawiają się formalnie „Domyka się” (mówiącego do drugiego) i odpowiadają „Domyka się” (z lekkim akcentem na drugą sylabę). Pozdrowienie nie ma w plenneńskim potocznym żadnego sensu — dosłownie znaczy „zamyka się”, ale w kontekście Cechu jest skrótem od „teczka domyka się we własnym czasie, pańska też się domknie, mojej już nie spieszę”. Bertranda używa pełnej wersji raz w życiu — siódmego dnia urzędowania, w korespondencji do swojego poprzednika, którego teczka właśnie się zamykała. Od tamtej pory wszyscy w Cechu mówią skrót. Nowo zarejestrowanych Praktykantów uczy się pozdrowienia w drugim tygodniu szkolenia; pierwszą rzeczą, którą Praktykant mówi rano w Pierwszym Biurze, jest „Domyka się”; pierwszą rzeczą, którą słyszy w odpowiedzi od urzędnika dyżurnego, jest też „Domyka się”. To wystarcza, żeby dzień się zaczął.
Trzeci — chleb cechowy. Cech jada w czasie obchodu kwitów chleb cechowy — wyrabiany w piekarni „Pod Drugą Pieczęcią” przy ulicy Mokrych Stempli, codziennie świeży, ze skórki z dodatkiem odrobiny brązowego atramentu. Atramentu jest tak mało, że w smaku praktycznie się go nie czuje (delikatna gorzka nuta na języku, przypomina spaloną herbatę), ale wystarczająco, żeby na skórce odciskały się fingerprinty osoby, która chleb wziął do ręki. Cech używa tego praktycznie — jeżeli urzędnik w trakcie obchodu zauważy, że jeden z chlebów został odgryziony, a fingerprint na skórce nie należy do nikogo zarejestrowanego, sprawa idzie do drugiej szuflady Bertrandy. Praktykantom w pierwszych dwóch tygodniach służby nie wolno jeść chleba cechowego (palce mają być czyste do nauki podstemplowania); od trzeciego tygodnia wolno. Pierwszy odgryziony chleb cechowy każdego nowego Cechowca jest, jak twierdzą starsi Walkerzy, „drugą bruzdką, której nie ma na obrączce, ale jest na podniebieniu”.
Mechaniczne nagrody (per data layer)
Każdy stopień przekłada się na konkretne uprzywilejowanie, które Cech udziela członkowi. Wszystkie są przepisane do danych z data/src/content/factions/unfinished-guild.ts; tutaj — w czytaniu lorowym, bez ujawniania liczb.
Praktykant. Wstępne członkostwo, drewniana obrączka, jedna kieszonkowa mapa, prawo do drobnych zleceń. Cech otwiera Walkerowi drzwi — i na razie tylko drzwi.
Zwiadowca. Rozpoznawalność z imienia w Pierwszym Biurze. Dostęp do map o stabilności dwutygodniowej (mapy Praktykantów rozsypują się po tygodniu — mapy Zwiadowcy trzymają dwa). W praktyce — Walker chodzi dłuższe trasy, bo mapa nie blakną mu w pół trasy, i wraca z Drugim Biurem szybciej, bo urzędnik już go zna.
Kartograf. Prawo zlecania kontraktów mapowania w innych biurach Cechu. Prawo przybijania brązowej pieczęci na zwróconych mapach. W praktyce — Walker, którego rozpoznają w sześciu Domach naraz, którego mapy są przyjmowane z mniejszą inspekcją, którego pieczęć drugi Walker rozpozna w piwnicy archiwum dwa kontynenty stąd.
Naczelny Kartograf. Cztery kropki w korespondencji od Bertrandy zmieniają się w trzy. To jest najczytelniejszy znak uznania, jaki Cech instytucjonalnie udziela — i ma swoje przełożenie operacyjne: korespondencja przychodzi szybciej, mapy są lepsze, w karczmach na trasie Walkera rozpoznają bez papierów. Cech nie reklamuje się; Cech rejestruje, że Walker został zarejestrowany jako jeden z tych, których nie trzeba sprawdzać.
Pisarz Cechu. Bertranda kończy zdanie w korespondencji do Walkera. Po raz pierwszy, formalnie, w jego życiu. Praktykanci podsłuchują pod drzwiami biura, ilekroć to się dzieje — bo dokończone zdanie Bertrandy jest, według Pani Słomki, „fragmentem prozy, którego można potem nie zapomnieć przez dziesięć lat”. Wewnątrz Cechu Pisarz ma prawo do siódmej szuflady swojego gabinetu — szuflady, której zawartości nie raportuje się nawet Sejmikowi Pisarskiemu. Bertranda ma w siódmej szufladzie cztery rzeczy, których nikt nie widział. Pani Słomka domyśla się trzech.
Otwarte pytania (haki na przyszłość)
Cech jest pełen pytań, których jeszcze nikt nie zadał wystarczająco głośno, by zostały odnotowane. Trzy najpoważniejsze — do rozwinięcia w przyszłych rundach loru.
1. Czy Cech jest jednym Cechem, czy sześcioma Domami w niesformalizowanym federacyjnym układzie? Statut twierdzi pierwsze. Praktyka — zwłaszcza Sejmik Pisarski i napięcie Mroza-Plenny-Targosie — sugeruje raczej drugie. Jeżeli któryś z Domów (najprawdopodobniej Mroza) wypowiedziałby kiedyś nieoficjalnie „nie zgadzamy się z plenneńską linią”, statut nie ma w sobie procedury rozstrzygania sporu między Domami. Bertranda o tym wie i nigdy publicznie nie pytała. Pytanie czeka na quest, który Walker z wysokim poziomem zaufania mógłby otworzyć po Sejmiku — na razie zarezerwowane jako możliwy hook dla rundy questów piątej lub szóstej.
2. Rozwiązanie domu kurierskiego Sosnowego-Półwieka — był to grzech Cechu (zamknęli teczkę celowo, pod presją innej frakcji) czy zaniedbanie Cechu (powinni byli przejąć archiwum, nie zdążyli, sprawa rozeszła się po świecie)? Dwie wersje znane wewnątrz Cechu, jak opisano w §Polityka. Bertranda zna obie i nie wybiera. Quest 005 (Niemilknący kurier) postawił to pytanie po raz pierwszy w postaci konkretnej — z kogo wyszedł kurier Marno, kto go wysłał, kim był adresat koperty. Quest 006 prawdopodobnie wybierze jedną z dwóch gałęzi (Wolnokupiectwo w Targosiach albo zamknięta biblioteka Akademii); która jest archiwum-następcą, a która ślepą uliczką, jeszcze nie wiadomo.
3. Linijka mid-submission jako koncepcja — kanon czy prywatna teoria Bertrandy? Bertranda używa pojęcia w korespondencji wewnętrznej od piętnastu lat. Naczelni Kartografowie powtarzają. Targosie ratyfikują w Rocznikach. Mroza odrzuca. Statut milczy. Jeżeli Bertranda kiedyś odda urząd (a Bertranda ma sześćdziesiąt pięć lat i czterdzieści dwa lata kadencji — odejście nie jest niemożliwe), pojęcie linijka mid-submission albo wejdzie do statutu w nowej kadencji, albo zostanie cicho wycofane razem z teczką Marno. Stawka jest poważna, bo linijka mid-submission jest kategorią, w której mieści się Marno, dom Sosnowego-Półwieka i — niewykluczone — sam Walker. Pytanie do dyspozytora rundy siódmej: kto będzie po Bertrandzie?
Status
Pierwsza pełna karta frakcji w czwartej rundzie loru (sub-faza 13-paralleltrack, 2026-05-20). Ratyfikowana W-level. Nowa kanoniczna treść B-level wprowadzona na tej stronie: Sejmik Pisarski, sześć Domów Cechu (Plenneński, Mrozłowski, Targosiański, Mglicki, Bęberski, Łuk Przejścia), Pisarz Wikbran Skobel-Półsin (Mroza), Pisarka Mołna Trzy-Półbrązy (Targosie), Pani Słomka (Pierwsza Pomocnica Pisarska), pierwsza siedziba Cechu (kantor na ulicy Małych Pieczątek, przed Pomyłką), rok powstania Cechu (dziewięćdziesiąt jeden lat przed Pomyłką), rok rozszerzenia statutu o zaświadczanie (75 lat po Pomyłce), rytuały (wystawianie okazji, otwarcie/zamknięcie teczki, obchód kwitów, przekazanie kwitu zwrotnego), słownik kluczowy, atrybuty stopni, pozdrowienie „Domyka się”, chleb cechowy, magazyn nr 13-którego-nie-ma, siedem szuflad biurka Bertrandy.
Treść nie koliduje z istniejącymi dokumentami kanonu (D-006, D-012, D-013, D-014, D-016) ani z istniejącymi questami (001, 005). Tier-names dokładnie przepisane z data/src/content/factions/unfinished-guild.ts (Praktykant / Zwiadowca / Kartograf / Naczelny Kartograf / Pisarz Cechu). Pan Korytarz zachowany na poziomie wzmianki bez nazwania (rezerwacja poziomu 25+ obowiązuje).
Następne karty frakcji — Akademia Praktyczna, Bractwo Cichych Świateł, Wolnokupiectwo Targosie, Dziki Trakt — w kolejnych rundach. Pełne karty NPC dla Pisarza Wikbrana Skobel-Półsina, Pisarki Mołny Trzy-Półbrązy i Pani Słomki — runda piąta loru lub przy okazji rundy questów piątej (Sejmik Pisarski jako hook na quest).